Dziury, unoszący się kurz, a jesienią błoto – tak żyją mieszkańcy nowych bloków przy ul. Dunikowskiego w Lublinie. – Czekamy na ten remont jak na zbawienie – mówią zgodnie. Stan drogi jest fatalny. Nieutwardzona, pełna dołów nawierzchnia spędza sen z oczu mieszkańcom.

 

– Dojazd do bloku jest tragiczny. Dziura na dziurze, wyboje, a jesienią wielkie kałuże i błoto. Jeździ się tędy strasznie, samochody się psują. Nasze życie w tym miejscu jest bardzo utrudnione przez brak drogi – podkreśla Agnieszka Górka, mieszkanka bloku przy ul. Dunikowskiego. – Po ulewnych deszczach droga się rozmywa i jest w coraz gorszym stanie. Z utęsknieniem czekamy na tę inwestycję.

Pani Agnieszka, mama 11-miesięcznej Gracjany, narzeka że trudno jej wyjść z córką na spacer. A w bloku mieszka wiele młodych małżeństw z małymi dziećmi. – Przejście z jednej strony ulicy na drugą jest ryzykowne, bo samochody pędzą i zostawiają za sobą tumany kurzu. Ten pył również wpada nam do domów, co chwilę też musimy myć okna – ubolewa pani Agnieszka.

Droga miała powstać już w ubiegłym roku, była nawet wpisana do budżetu. – Niestety się nie udało. Liczymy na to, że w tym roku inwestycja dojdzie do skutku, bo tak się dalej nie da żyć. W naszej sprawie interweniuje od dawna radna Elżbieta Dados. Spotyka się z nami i na bieżąco informuje o sytuacji, o kolejnych interpelacjach, które składa – mówi pani Agnieszka. – To wstyd że w centrum miasta jest taka droga. Znajomi do nas przyjeżdżają i pytają, gdzie my mieszkamy.

Elżbieta Dados, radna klubu Wspólny Lublin, wielokrotnie interweniowała w sprawie ul. Dunikowskiego. – Umowa miasta z Lubelskim Przedsiębiorstwem Robót Drogowych przewiduje, że prace mają się zakończyć do 30 września. Ale dotyczy to tej części ulicy, która należy do miasta, czyli odcinka od Reymonta do Wyścigowej – wyjaśnia radna Dados. – Natomiast nikt nie jest w stanie mi udzielić informacji, kiedy deweloper zbuduje swoją część drogi od Reymonta do Mickiewicza. Miasto musi to wyegzekwować, skoro zakłada to umowa z deweloperem.

Jej zdaniem, obecna sytuacja stwarza zagrożenie dla mieszkańców. – Wielu kierowców nie chce jechać po wertepach i jedzie drogą z kostki tuż przy bloku. Pędzą ogromną prędkością, a tędy chodzą małe dzieci. Oby nie doszło do jakiejś tragedii – obawia się radna.