• Jak powstał klub Wspólny Lublin?
– Trzeba cofnąć się do poprzedniej kadencji. Wtedy prezydentem był Adam Wasilewski z Platformy Obywatelskiej, a opozycja była skupiona wokół mojej osoby. Nie układało nam się najlepiej. I wiele osób uważało, że mój sprzeciw był polityczny, a nie merytoryczny, bo prezydent jest z PO, a my z Prawa i Sprawiedliwości. Punktowaliśmy prezydenta za to, że miasto się nie rozwija. To miało naprawdę merytoryczny charakter.

• Co się zmieniło?

– W 2010 roku jako szef PiS wprowadziłem do Rady Miasta 16 radnych i zyskaliśmy bezwzględną większość. Prezydentem został Krzysztof Żuk z PO. Widzieliśmy obaj, że inne miasta rozwijają się szybko i jest to ostatni dzwonek, by sięgnąć po unijne pieniądze i zapewnić rozwój Lublinowi. Dlatego zawarliśmy porozumienie, że będziemy się wspierać i działać dla dobra miasta. Dzisiaj żaden mieszkaniec nie powinien mieć wątpliwości, że przez ostatnie lata zrobiliśmy więcej niż w poprzednich 16. Gotowe jest lotnisko, odrestaurowany Teatr Stary. Trwa modernizacja transportu miejskiego za 520 mln zł, powstaje północna obwodnica miasta, a w przygotowaniu jest zachodnia. Realizujemy największą po tej stronie Wisły przebudowę układu wodno-kanalizacyjnego wartego kilkaset milionów złotych. Za kilka lat powinniśmy podróżować drogą ekspresową do Warszawy. Potrafimy współpracować z ludźmi nauki, a nauka jest w naszym mieście przecież celem strategicznym.


• Nie wszystkim się podobało przymierze z prezydentem?
– Nie wszystkim. Natomiast ja jako samorządowiec umiem docenić ciężką pracę Krzysztofa Żuka. Jest bardzo skuteczny w swoich działaniach. Potrafił zdobyć dla Lublina takie pieniądze, o których nawet nie marzyliśmy. I ta nasza przyjaźń nie tylko samorządowa była solą w oku niektórych moich byłych kolegów. Oni uważali, że członkowie PiS powinni być z zasady w opozycji do kolegów z PO. Nie godziłem się na to, by decydować miały partyjne antagonizmy. Nie mogłem pozwolić, by polityka przekroczyła drzwi Ratusza. Rozumiem, że niektórzy niestety traktują samorząd jako trampolinę do parlamentu, ale się z tym nie zgadzam. Ja akurat nie muszę żyć z polityki, prowadzę własną działalność gospodarczą, pracuję na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej. Moje podejście złościło kolegów z PiS, Oni mówili, że naszym jedynym celem jest usunięcie Krzysztofa Żuka z fotela prezydenta Lublina i zastąpienie go swoim człowiekiem.


• Na to się pan nie zgodził?
– Powiedziałem jasno, że nie ma zgody na partyjniactwo. Są jednak radni, którzy nie umieją nic innego jak politykować, krzyczeć, wszczynać awantury. Traktują często sprawowanie funkcji radnego jako źródło utrzymania. Bycie radnym jest dla ludzi, którzy poza polityką mają jeszcze inny zawód.


• Tymczasem Lublin się rozwija...
– Gdyby się nie rozwijał, nigdy bym nie stanął za Żukiem. Ręczę, że za 4 do 6 lat Lublin będzie innym miastem niż jeszcze 10 lat temu. Żyjemy niewątpliwie w czasach przełomu. Jestem samorządowcem a nie politykiem. Samorządowiec cieszy się, gdy mieszkańcom żyje się łatwiej, a polityk cieszy się, gdy partia go głaszcze. Najbardziej bolało mnie, jak słyszałem, że zdradzam ideały PiS. To było kłamstwo. Jak miałem 18 lat, wstąpiłem do Porozumienia Centrum, które było wtedy umierającą partią. Jak Jarosław Kaczyński przyjeżdżał do Lublina na spotkanie z mieszkańcami, to przychodziło 7 osób, w tym ja. Budowałem w mieście PiS od podstaw. Wyrzucono mnie, bo wybrałem kierunek Lublin, a nie partia. Dziś moje poglądy określam jako lubelskie.


• Wielu kolegów z PiS odeszło razem z panem?
– 9 radnych stanęło bezwzględnie po mojej stronie i jestem im za to niesłychanie wdzięczny. Zostali wyrzuceni z PiS za współpracę ze mną i prezydentem. To są naprawdę niesamowici ludzie. Ciężko pracują w swoich dzielnicach, spotykają się z ludźmi i starają się rozwiązywać typowo ludzkie problemy. Politykę znają z telewizji i woleliby, żeby tam została (śmiech).
• PiS kusił ich do powrotu, pewnie na liście partyjnej byłoby im łatwiej....
– Wiem, że mieliby łatwiejsze wejście do Rady Miasta z listy PiS, niż z listy Wspólny Lublin. Ale ci ludzie nie są żołnierzami partii, ale żołnierzami Lublina. Ci, którzy zostali w PiS, wybrali los partyjny. Wybrali drogę, w której lokalny kacyk partii będzie mógł do nich dzwonić z rozkazami dotyczącymi głosowania. Wspólny Lublin jest dla ludzi z samorządowym kręgosłupem. Jest formułą otwartą dla wszystkich. Będziemy jako komitet startować w najbliższych wyborach. Żadna partia nie będzie nam narzucać swojej woli. Naszą jedyną wartością jest Lublin. Odpowiadamy tylko przed naszymi mieszkańcami.


• Kim są ludzie Wspólnego Lublina?
Zbyszek Targoński zna miasto od podszewki. Na niego można liczyć w każdych sprawach typowo społecznych. Mariusz Banach to wyjątkowy specjalista w sprawach oświatowych, wybitny pedagog. Nikt tak jak Jadwiga Mach nie zna problemów, z jakimi spotyka się rodzina wielodzietna, wspólpracowała bardzo aktywnie przy realizacji Karty Dużej Rodziny. Czuby mają Marka Jakubowskiego. To on wywalczył m.in. Park Jana Pawła II, szkołę na Gęsiej, a także ścieżki rowerowe. Z kolei Marcin Nowak z wielkim poświęceniem angażuje się w sprawy Śródmieścia, a także w projekty kulturalne naszego miasta. Krzysztof Siczek to człowiek Ponikwody, bardzo leżą mu na sercu rozwiązania drogowe w tej okolicy. Nie możemy zapominać o Marcinie Pogorzałku, reprezentującym Bronowice. Ta dzielnica w dużej mierze zawdzięcza mu budowę basenu. Na Dziesiątej spotkamy Elę Dados, której zaangażowanie w ludzkie sprawy zna wielu tamtejszych mieszkańców. Jest z nami także wiceprezydent Grzegorz Siemiński Wszyscy tworzą fantastyczny zespół ludzi, który z ogromnym zapałem realizuje strategię naszego miasta. Oni wiedzą, że Lublin to ludzie.